<title_newspaper="Tygodnik Powszechny">
<title_article="Równowaga">
<author_1="Artur Górski">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="2">
<date="1951-02-04">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Mamy przed sobą dwie zagadki, stanowią one samą naszą istotę: jedną jest życie, drugą śmierć. Jedną przeżywamy wciąż, nie myśląc o niej jako o zagadce. O drugiej nie myślimy wcześniej, aż gdy zapuka z lekka do naszych drzwi albo gdy wyrywa nam tych, których kochamy. Wtedy każdy, kto przeżywa świat i życie na serio, zaczyna w sobie proces oprzytomnienia, ku czemu zmierza to wszystko, co zwiemy życiem i śmiercią. A bez wyczucia kierunku, celu, nie zrozumiemy samego istnienia w ogóle, a tym samym nie zrozumiemy siebie samych rzuconych na fale bytu; nie pojmiemy ani narodzenia, ani śmierci, ani tego zjawiska istniemia, które leży między narodzeniem i śmiercią. W pewnej chwili postrzegamy nagle, że to życie jest jak wodospad, że lecimy w otchłań bez dna, — ale że wszyscy naokół lecą z nami również głową na dół, stąd złudzenie trwałości pozwala oddychać nadal. Ów proces oprzytomnienia kieruje nas najpierw nie tyle w stronę, zjawiska śmierci, ile życia, życia zagrożonego, a chcącego zachować czy zdobyć swoją samowystarczalność. Szukamy oparcia aby nie dopuścić do zwątpienia w wartość życia, zwątpienia czy to z powodu śmierci pojmowanej jako unicestwienie, czy to z powodu śmierci pojmowanej, na odwrót, jako jedyne prawdziwe życie. Przeżywając przeto temat życia — nie wiadomo z góry, czy wybrany dowolnie, czy narzucony nam planowo albo bezplanowo, — postrzegamy, że życie to jest zagadnieniem o nazbyt wielu niewiadomych, aby mogło być rozwiązane na podstawie swoich własnych danych. Stwierdzamy na przykład fakt, tkwiący korzeniami w naszych przeżyciach, że życie nie jest dla siebie całością, jest raczej fragmentem. 
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
